poniedziałek, 2 marca 2015

1. Czym ja im zawiniłam?

Dzisiejszym tematem będzie stalking. Zacznijmy od tego co to jest. Słowo to pochodzi z języka angielskiego, oznacza skradanie się, podchody. Zajmijmy się znaczeniem. Stalking to uporczywe nękanie kogoś(jest też cyberstalking ale to kiedy indziej). Ma on różne formy, najbardziej popularne to m.in. rozpowszechnianie plotek i kłamstw na temat danej osoby, głuche telefony sms, listy z groźbami, śledzenie, szantaż, wykorzystywanie czyjegoś wizerunku bez jego zgody oraz niechciane robienie zdjęć.
Wiele ofiar stalkingu nie potrafi sobie z tym poradzić, ponieważ prześladowca nie jest jeden, a jest ich aż kilku. Gdy cała grupka nalatuje na jedną osobę,( która zazwyczaj jest słaba, ponieważ wybierają oni zazwyczaj najłatwiejszy cel) nie ma ona żadnej szansy, jeżeli nie zareaguje ktoś inny, co często się nie zdarza.
No właśnie. Dlaczego nie zdarza się to często? Ponieważ każdy woli się nie wtrącać. Pomyśli, co tam, zaraz przestaną do niego mówić. Ten ktoś nie zdaje sobie sprawy z tego, że być może ta sytuacja trwa od dłuższego okresu czasu, a osoba dręczona sobie z tym nie radzi, ponieważ jest zbyt słaba psychicznie oraz wrażliwa. Ludzie wolą nie reagować na pewne zachowania, nawet jeśli krzywdzą one drugiego człowieka, przez co panuje znana na świecie znieczulica. Każdy myśli, że ma dosyć swoich problemów i przekonuje sam siebie, że tamten nie potrzebuje pomocy. Nie potrzebowałby, gdyby jego dręczyciel zaprzestał swoje działania.
A dlaczego zaczął? Tego się nie wie, dopóki on sam nie powie. Zazwyczaj jest to spowodowane tym, że dręczyciel ma problemy w domu lub problemy ze samym sobą. Być może jego rodzice przechodzą rozwód. Być może żyje bez jednego rodzica. Być może żyje w patologicznej rodzinie. Być może sam był dręczony w przeszłości. Jedno jest pewne= ta osoba ma problem, w głębi siebie, z którym nie potrafi sobie poradzić. Chce udawać twardego, tak aby nie był podatny na żadne rany. W głębi serca jest inaczej, ten ktoś jest wrażliwy i każde słowo trafia do niego, ale reakje pokazuje dopiero, gdy jest sam. Dopiero wtedy przeżywa wszystko, co zobaczył, bo ktoś o nim powiedział, płacze z tego powodu i pyta się Boga czym on sobie na to zasłużył.
A więc kto jest ofiarą? Dręczyciel czy dręczony?
Oczywiście wszyscy mówią, że to dręczony jest główną ofiarą, ale ja lubię sobie myśleć, że w większości przypadków dręczyciel również jest ofiarą. Dużo osób nie bierze tego pod uwagę, ponieważ to w końcu on dręczy. Nie myślą o tym, że być może brakuje mu czegoś lub kiedyś stracił coś. Być może wydarzyło się wcześniej tyle zła w jego życiu, że jedynym sposobem na zapomnienie jest zatracenie się w sprawianie czyjegoś życia nędznym. Nie widzą nic w tym złego, bo przecież ich życie też nie jest dobre, więc dlaczego życie dręczonego ma być takie idealne? Chcą, żeby wszyscy w około cierpieli, tylko dlatego, że oni cierpią. Sami nie wiedzą jak postępować, bo jeżeli w domu zabrakło ojca, nie mieli żadnego autorytetu do naśladowania. A w Boga tym bardziej nie wierzą, bo to niesprawiedliwe, że ich życie jest takie nieszczęsne i tyle przykrych rzeczy się zdarza, podczas gdy życie innych jest usłane różami.
Co prawda wyładowywanie się na innych nie jest dobrym sposobem, ale oni widzą tylko taki. Może dlatego, że jest to droga na skróty i łatwiejsze rozwiązanie? Nie pokazują uczuć wyższych, typu empatia, miłość do drugiego człowieka. Nie pokazują tego. Bo się boją. Nigdy nie wiedzą przez jakim rodzajem człowieka się otworzą i czy ten ich nie zdradzi w przyszłości. Dlatego wolą udawać, że mają żelazną maskę i nie obchodzi ich nic. Ale kiedy żelazna maska zamieni się w prawdziwą twarz?

(nie)psycholog

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz